Sukces Klubu szalonych dziewic
Kierownictwo danej stacji telewizyjnej wprowadzając do ramówki program ma określony cel: w najbardziej prozaicznym przypadku chodzi po prostu o zapełnienie wolnego czasu między emisją jednego programu a innego, zwłaszcza gdy oba cieszą się znaczącą oglądalnością. W takim miejscu lądują właśnie produkcje nietrafione, które w gruncie rzeczy nie odnalazły na antenie swojej niszy.
Wysokobudżetowe produkcje przygotowywane są z odpowiednią pompą, poprzedzającą emisję, co ma zachęcić widzów do pozostania przed telewizorami, a (zwłaszcza) – powstrzymać ich przed zmianą kanału. Rozbudowana kampania reklamowa, kontrolowane „przecieki” z planu filmowego składają się na taktykę producentów, dla których głównym celem jest odzyskanie pieniędzy zainwestowanych w serial.
Taktyka ta może się jednak zwrócić przeciwko nim, jeżeli nadzieje pokładane w serii zostaną zawiedzione, a rozczarowani widzowie powiążą klapę komercyjną produkcji z marką stacji telewizyjnej. W tym wypadku nie nastąpi po prostu zwrot do początku, i rozpoczynanie wszystkiego od nowa (jak się popularnie mówi), ale konieczność odbudowania zaufania wśród widzów.
„Klub samotnych dziewic” nie jest może produkcją rewolucyjną, jednak TVN odważając się wprowadzić śmielszą tematykę na miejsce swoich dotychczasowych mydlanych oper, zdaje się mieć pewność swoich dotychczasowych sukcesów, których znacząco nie podkopie nawet fiasko.
Przewidywania takie mogą być też o tyle prawdziwe, że stacja zainwestowała w „Klub samotnych dziewic” znaczną sumę pieniędzy, co widać po kwotach wypłacanych aktorom – odtwórcom głównych ról.
Jednak każde prognozy pozostają jedynie spekulacjami, dopóki nie zostaną zweryfikowane przez publiczność telewizyjną, a ta – bywa nie tylko bardzo krytyczna, wymagająca i kapryśna, ale również – wręcz nieprzewidywalna.
[...]
